
Jurgen siedział przed klawiaturą. Właśnie przyjął nowe zlecenie, jednak nie wiedział jak zacząć. Palił już czwartą paczkę papierosów w tym dniu. Łeb mu pękał i w gardle czuł smołę, jednak nie przestawał, bo wierzył w związek między paleniem, a weną.
„Tam do licha” myślał „Nie wiem od czego zacząć. Mogłem się dłużej zastanowić zanim zawarłem ten deal. Teraz muszę w to brnąć, choć wcale nie mam ochoty.” Wyciągnął kolejnego papierosa i nastawił ekspres do kawy.
***
6 listopada 2009 r.
Szanowny Panie Svenskokarlsten,
Podjąłem już pierwsze działania w kierunku wyjaśnienia zagadki, którą to Pan zlecił mi rozwiązać. Myślę, że mam pierwszy lead w tej sprawie.
Urodzony w 1954 roku w Szwecji Stieg Larsson, był dziennikarzem magazynu Expo. W młodości działacz partii komunistycznej, co nie może pozostać bez związku z tą zagadką. Autor powieści kryminalnych. Nie dożył sukcesu swoich powieści, bowiem zmarł gwałtowną śmiercią w 2004 roku. (rozległy zawał serca).
Co prawda są to informacje dostępne każdemu, ze względu na to że w pewnym sensie Larsson był osobą publiczną. Jednak, cały czas pracuję nad tłumaczeniem angielskiej strony Wikipedii o Larssonie. Zleciłem to zadanie jednemu z najlepszych researcherów jakich znam, który biegle włada językiem angielskim (dostał B na FCE) i już niedługo będę dysponował szczegółowym życiorysem tego pisarza.
Zgodziłem się zawrzeć umowę z Panem ze względu na to, że cała ta historia jest dla mnie zagadkowa i bardzo nieoczywista. Gdzieś tam musi leżeć pies pogrzebany. A odkopywanie pogrzebanych psów to moja pasja. Wertuję stosy materiałów, dokumentacji i akt policyjnych. Tego jest dużo, ale myślę, że jestem na tropie czegoś większego. W najbliższym czasie z pewnością uda mi się dogrzebać się do prawdy o Larssonie i będę mógł Panu powiedzieć, skąd się bierze tajemnica popularności jego książek.
Z wyrazami szacunku,
Jurgen Heidlmeistieger
***
Jurgen siedział wpatrzony w szybę. Na zewnątrz hulał śnieg. Była noc. Wewnątrz restauracji KFC nie było nikogo poza nim i obsługą. Zamówił podwójnego Twistera, kubełek Gorących Skrzydełek. Na dodatek przepyszne frytki i udka o specjalnej recepturze Wingmana.
Zajadał, rozkoszując się pysznym smakiem. Oblizywał palce z drobin kurczaków i panierki jednocześnie myśląc „Hapiness is easy”. Nagle spochmurniał. Popatrzył na skrzydełka. Potem ostrożnie rozejrzał się. Długo obserwował obsługę. Dwóch chłopaków i jedna dziewczyna. Wszyscy między 20, a 27 rokiem życia.
„Hmm. Jak oni robią taką kruchutką pikantną panierkę? Kolejna zagadka bez odpowiedzi. Świat jest ich pełen.”
***
12 listopada 2009 r.
Drogi Panie Svenskokarlsten,
Jestem już coraz bliżej rozwiązania tej zagadki. Nocami wertowałem recenzje i podsłuchiwałem rozmowy w autobusach (to akurat w dzień, bo w nocnych ludzie są mniej gadatliwi). Mój anonimowy deep throat zdobył dla mnie tajną, zaszyfrowaną korespondencje pewnego licealisty z Warszawy. Dotarł do jego twardego dysku i odnalazł fragmenty recenzji książki „Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet” w folderze „recenzje”. Długo czytałem te manuskrypty na swoim najnowszym modelu laptopa firmy Apple - MacBook z procesorem Intel Core 2 Duo oraz 2 GB pamięci. Posiada też cały szereg innowacyjnych cech, na przykład wbudowaną kamerę iSight do czatowania wideo w podróży, iLife ’06, Front Row, szerokoekranowy, 13-calowy wyświetlacz typu glossy oraz obsługę dwóch wyświetlaczy. Doszedłem do wniosku, że ten chłopak odnalazł najistotniejsze argumenty w ciągu 126 godzin od kiedy zajmuję się tą sprawą, a sam wydaje się być w nią niezaangażowany. Dziwne… Ale wracając do meritum. Albo może… Po prostu przytoczę fragmenty jego rozważań.
Nie czarujmy się. Ta powieść to nie jest wielka literatura. To nie jest dobra literatura. Tak w zasadzie to jest literatura bardzo niezawysokich lotów.
a dalej
Nie wiem, co jest bardziej irytujące. Słaba książka, czy fakt, że tyle milionów ludzi ją kupiło i przeczytało. Słowo bestseller w kontekście literatury kojarzy mi się bardzo niedobrze. Od razu mam przed oczami książki w stylu „Kod Leonarda da Vinci”, czy „Samotność w sieci”. Dlaczego bestsellerami nie są klasyczne pozycje? Ktoś kiedyś słyszał o nowym tomie poezji Szymborskiej albo antologii Brodskiego, które rozeszłyby się tak szybko jak nowy singiel Cher?
Nie do końca wiem kim jest ten Brodsky (może to jakiś rosyjski komunista, który współpracował z Larssonem), albo o co chodzi z tą Cher. Może to jakiś kod, nie jestem pewien. A także znalazłem na pulpicie plik pt. „Książki do kupienia”. Są tam różne dziwne książki, co ciekawe różnych autorów i nieposegregowane alfabetycznie. Myślę, że to też jest jakiś szyfr. Cały czas zastanawiam się co mogą znaczyć skróty (np. ISBN) i różne symbole. To kolejna zagadka do rozwiązania.
Tutaj dalej przytoczę jego zapiski
Bohaterowie są nakreśleni grubą kreską. Pokiereszowany przez życie, ale w gruncie rzeczy uczciwy facet z zasadami. Bezwzględny nazista, pogromca Żydów i psychopata. Zboczony kurator, bez czci i godności. To postacie jak z podręcznika pt. „Jak napisać słaby scenariusz w 21 dni”. Na dodatek, postacie te są nad wyraz niekonsekwentnie skonstruowane i po prostu nieprawdziwe. Nie byłoby żadnego problemu, gdyby nie fakt, że przez cały czas książka utrzymana jest w realistycznym stylu. Chociażby postać Lisabeth. W jednym momencie jest bezradna i nie wie co ma zrobić z gnębiącym ją zboczeńcem. Chwilę później konstruuje misterny plan szantażu, a w dodatku w małym palcu ma psychologię i ludzkie reakcje. Larsson próbuje poprzeć to specyfiką jej osobowości, jakimś wzorem logicznego rozumowania i wychodzenia z koncepcji analizy zdarzeń i ich następstw, ale wątpię czy tak to wygląda u ludzi tego typu, czyli aspołecznych, nieempatycznych i jednocześnie obdarzonych wyjątkowymi zdolnościami.. To działa w ten sposób tylko w jego książce.
Jednak najbardziej śmieszny w tej książce jest seks. „Włączyli muzykę Elvisa i oddawali się uprawianiu seksu.” I tyle. Doprawdy podniecający opis erotyczny. Sprzeczość polega na tym, że Larsson jest pruderyjny w całej szwedzkiej bezpruderyjności. Widać w tej książce wpływy wychowania seksualnego od podstawówki, przez co seks jest tutaj aktem kompletnie pozbawionym czaru, uczuć i namiętności. Larsson opisuje go jak bieganie, czy jedzenie. Doprawdy jest się czym chwalić. Społeczeństwo bez tabu. Przecież to koszmar. Równie dobrze słowo wyraz „seks” w tej książce mógłby zostać zastąpiony wyrazem „fitness”.
„Włączyli muzykę Elvisa i oddawali się uprawianiu fitnessu.” Pasuje jak ulał!
Kolejna rzecz, te anglojęzyczne wstawki. Deal, deep throat, message, fuck you. Oczywiste jest, że w dialogu to może być naturalne. Ale w narracji? Pretensjonalne.
Marki i różnorakie firmy są tak nachalnie wplecione, że zbiera się na wymioty. Ibooki, McDonaldsy, Toyoty, ipody (z dokładnym opisem i szczegółami modelu !), pamięcią wirtualną i fizyczną włącznie. Co to ma być? Product placement? Można było trochę subtelniej.
Aha i właśnie przed chwilą to przeczytałem. Myślę, że to Pana zainteresuje. To może być klucz do naszej zagadki.
Cały czas się zastanawiałem, czy już minąłem suspens, czy też nie. To chyba najlepiej świadczy o tym, że historia jest przewidywalna. Te zapowiadane gwałtowne zwroty akcji, wcale nie są takie gwałtowne. Raczej delikatny wietrzyk na jeziorze Ruciane.
Analiza społeczna. Gdzie? Chyba nie w tej książce. Chodzi o te statystyki na początku każdego rozdziału w stylu „Co roku w Szwecji ileś tam kobiet pada ofiarą przemocy”? Jeżeli ta książka dogłębnie analizuje te kwestie, to Hubert Urbański dostanie Nobla z dziedziny psychologii. Nawet nie mam siły tego argumentować. Opisywanie cudacznej historii o wykorzystywaniu seksualnym dziewczyny przez kuratora, ma być obrazem przestępstw seksualnych w Szwecji? Albo może fikcyjna historia o psychopacie mordującym imigrantki i prostytutki ma być odbiciem handlu ludźmi i przemocy wobec kobiet w Skandynawii? Nie wiem, co ta książka mogła komukolwiek unaocznić i co zdemaskować. Jeżeli takie rzeczy edukują szwedzkie społeczeństwo to tracę ochotę na wakacyjny wypad do Sztokholmu. Jeżeli już ktoś ma ją chwalić, to niech po prostu powie, że to się dobrze, szybko czyta i jest wciągająca. I wystarczy.
To są tylko fragmenty tej pracy. Tego jest znacznie więcej! Ciągle to wertuję, szukając jakiegoś kodu. Skąd on ma takie informacje na temat jego książek. Skąd je wziął i kto mu podsunął te pomysły… Myślę, że niedługo będę miał dla Pana więcej informacji. Na dzień dzisiejszy jestem w dead end.
Z uszanowaniem,
Jurgen Heidlmeistieger
***
Jurgen był zadowolony ze swojego życia seksualnego. Swoje wyniki w tej dziedzinie porównywał do sukcesów w skoku przez płotki w drugiej klasie szkoły ponadpodstawowej. Po udanym seksie lubił napić się piwka, albo zapalić szluga. Choć najczęściej od razu zasypiał. Partnerki nie były istotne. Zależy, która chciała i byle była bez zarzutu pod względem higieny osobistej. Zawsze kojarzyło mu się to z zajęciami w parach na wuefie, w klasie koedukacyjnej. Dobry seks jest jak dobry trening Karate. Oczyszcza organizm, oddala złą energię i człowiek zaczyna wierzyć we własne umiejętności. Można powiedzieć, że w seksie nigdy się nie mylił. Zawsze miał dobrą kartę, jakby to powiedział pokerzysta. Można powiedzieć, że lubował się w rozkosznej przyjemności oddawania się seksowi. Na dodatek nie miał problemów z własnym wstydem. Zawsze otwarcie mówił o seksie używając naukowych terminów. Lubił grać w otwarte karty. Show me yours, I’ll show you mine.
***
26 listopada 2009 r.
Najrdoższy Panie Svenskokarlsten,
Jestem zmuszony zerwać naszą umowę. Nie zamierzam zagłębiać się w szczegóły. Podpowiem tylko, że NIE ROBIĘ TEGO Z WŁASNEJ WOLI. Jeżeli coś to Panu tłumaczy, to może nie będzie Pan sprawiał problemu. Zobowiązuje się ponieść wszelkie konsekwencje związane z zerwaniem kontraktu. Pieniądze prześlę na konto. Proszę się więcej ze mną nie kontaktować.
Przykro mi, że musiałem Pana rozczarować.
Z wyrazami szacunku,
Jurgen Heidlmeistieger
***
Minęło już 5 lat od sprawy Larssona i jego książek, a dla Jurgena to wciąż było jak świeża rana. Zwiększył czujność i wzmocnił ochronę. W każdej chwili mógł się spodziewać napaści.
Na ulicy potrącił go mężczyzna. Miał krzaczaste brwi i czapkę uszatkę.
"Pewnie Rosjanin" pomyślał Jurgen.
-Uważaj pan jak chodzisz! – krzyknął mężczyzna oddalając się.
„To ich człowiek. Cały czas boją się, że wrócę do tamtej sprawy. Wiedzą, że jestem najlepszym dziennikarzem śledczym.”
Jurgen wszedł na parking i podszedł do swojego auta. Było to Volvo S60. Samochód oparty na platformie Volvo P2 tak jak Volvo S80 i Volvo XC90. Należał do grupy samochodów, które uważane są za najbezpieczniejsze na świecie. S60 jest wyposażony w dużą liczbę poduszek powietrznych oraz systemów trakcyjnych, które mają za zadanie ułatwić i stabilizować jazdę tym samochodem.
Za wycieraczką była kartka.
„Jurgen H. robi loda szatanowi w piekle.”
W Jurgenie zamarzła krew. Lodowate skrzepy wskutek zamarzania cieczy rozsadziły mu żyły. Zmarł na miejscu.
***
Artykuł z Sztokholm Times (20 lipca 2014 r.)
„Znany dziennikarz śledczy nie żyje”
Wczoraj w tajemniczych okolicznościach zmarł zagadkową śmiercią Jurgen Heidlmeistieger, lat 43, znany felietonista Svenskainfo, który zasłynął w latach dziewięćdziesiątych serią artykułów o kanibalistycznych praktykach mieszkańców dalekiej północy Szwecji. Łączymy się w bólu z rodziną dziennikarza i będziemy pamiętać o jego dokonaniach na polu publicystyki.
Redakcja.
***
Sprawa Larssona nigdy nie została rozwiązana. Nie wiemy skąd się wzięła popularność jego książek i chyba się nie dowiemy. Prawdopodobnie jest to objaw zbiorowego szaleństwa tak jak miało to miejsce w 2003 r.przy wydaniu „Kodu Leonarda da Vinci” Dana Browna, czy także w 2001 roku w Polsce przy wydaniu „Samotności w sieci” Janusza L. Wiśniewskiego. W ramach antidotum zaleca się czytać kryminały amerykańskiego pisarza Dennisa Lehanne (np. „Rzeka Tajemnic” lub „Gdzie jesteś Amando”) lub sięgnąć do kryminały historyczne rosyjskiego pisarza Borysa Akunina.
Na całym świecie co roku publikowane są miliony podobnych do siebie książek.
Prawie jedna trzecia tych książek nie jest warta swojej ceny.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz