
Przed obejrzeniem "Janosika: Prawdziwej Historii" przeczytałem i wysłuchałem wielu wywiadów z twórczyniami, czyli Agnieszką Holland i jej córką Kasią Adamik. Czytałem jak ta stara serialowa wersja Janosika jest śmieszna i kiepska, jak to panie postanowiły odkurzyć mit, przywrócić miejsce prawdzie historycznej i z drugiej strony zabawić się z widzem i stereotypowym podejściem do tego bohatera. Uważnie nadstawiałem ucha gdy słyszałem Kasię Adamik mówiącą w radiowej Trójce, że ich Janosik jest bohaterem introwertycznym, takim w stylu Daniela Day - Lewisa, czy Christiana Bale'a. Byłem zachwycony. Ale te wszystkie przechwałki mogę tylko podsumować w następujący sposób. Václav Jiráček, czyli odtwórca tytułowego bohatera jest subtelniejszą i mniej krzepką wersją Daniela Day-Lewisa, bo faktycznie z profilu są podobni.
Nie powiedziałbym złego słowa o tym filmie gdyby nie te przechwałki. Faktem znanym i nie ukrywanym przez służby specjalne jest to, że Agnieszka Holland ma w swojej filmografii dzieła absolutnie świetne i powalające na kolana. Natomiast pani "Córka-Znanej-Reżyserki-Sama-Robiąca-Filmy" troszeczke przesadza. Błyszczy w świetle innych, natomiast sama ze swoim dorobkiem filmowym powinna być przynajmniej odrobinę skromniejsza. Może "Szczekając na świat" i "Boisko bezdomnych" to filmy fajne, ale hola hola, czasami lepiej mówić mniej. Żeby nie było, że to ja jestem mądraliński, zaznaczę, że to tylko moje zdanie, bynajmniej nie jakaś tam wielka prawda. Tylko moja subiektywna opinia i wrażenie.
Zacznijmy od tego, że kamera ślizga się po bohaterach i nie mamy okazji przyjrzeć się ich twarzom. (no może tylko Janosikowi) A to jest ważne. Detale, wyraziste epizody. Nie możemy nacieszyć oka świetną kreacją Michała Żebrowskiego, który fantastycznie zagrał prostaka, który pod swoją gruba skórą jest tylko człowiekiem, także wrażliwym i z własną godnością. Za to od cholery mamy Danuty Szaflarskiej, która chyba kradnie wszystkim starszym aktorkom babcine role w polskich filmach (vide "Ile waży koń trojański"). A szkoda, bo przecież w "Pora umierać" pokazała, że wciąż jest świetną aktorką, a nie tylko uosobieniem dojrzałości i życiowego doświadczenia. Szkoda, że niestety czeski Day-Lewis jest tak mało introwertyczny (wbrew przechwałkom) i mało wyrazisty. A już te super efekty specjalne... Okej. Jak na polskie warunki. Cztery z plusem. Ale oskara chyba nie będzie. Pierwsza scena starcia oddziałów Rakoczego z wojskami Habsburgów wcale nie powala. Pękająca czaszka od kuli i rozciętę szablą ludzkie ciało w krzakach to nie jest "Terminator 5". Czy komuś poza mną przypomniała się scena z "Miami Vice" Michaela Manna, w której ciało policjanta działającego pod przykrywką, zostaję dosłownie rozczłonkowane przez snajpera z lunetą? Przepraszam, zbyt hermetyczna dygresja. Choć ten Michael Mann, ciągle mi tu chodzi po głowie, w związku z feministycznym Harnasiem.
Zawsze mi się wydawało, że jeżeli cały film obraca się wokół konkretnego bohatera (no bo chyba jednak chodzi o tego Janosika, czy może nie?) to powinniśmy mieć okazję, się "zaprzyjaźnić" z tą postacią. Nie chodzi o to żeby była pozytywna, czy jakieś takie głupoty. Dajcie nam wejść w jej umysł i duszę. O to tu chodzi. Żebyśmy się chcieli z nią utożsamić, a przynajmniej sympatyzować.
Z tego co jeszcze wyczytałem w tych wszystkich wywiadach, to chyba strasznie ważne miało być to kroczenie Janosika ku ciemności. To znaczy ku śmierci. Straceńcza postawa, poczucie zagrożenia. "Wrogowie Publiczni" Micheala Manna (znowu ten Mann...) to nie był film doskonały. Jednak tam to dopiero było pokazane. Czuliśmy pod skórą jak bohater Johnny'ego Deppa kroczy ku śmierci. Traci grunt, czuje się wyobcowany i ludzie wokół niego są coraz mniej godni zaufania. Nasze szanowne twórczynie zapewniły nam jedną taką sugestię. Ale za to jaką... Janosik wkłada koszulę. Matka mówi do niego "Łoo Jezusicku. Toż to koszulina, którą ci szykowałam na pogrzeb." No prosze... Przecież nie jesteśmy aż takimi debilami. Nie dało rady trochę subtelniej?
Jednym słowem, mało tego, osuwania się w ciemność i pustkę.
Jeszcze jedno. Te wizje i majaki... Nie mam pojęcia co o tym napisać. Jeszcze nagie laski w strumieniu rozumiem. Ale, ta Matka Boska w górskim potoku i w koronie? Kuriozalne. Ciekaw jestem czy któryś z dziennikarzy miał odwagę spytać o to panią Holland lub panią Adamik. Wszystko dałoby się wytłumaczyć gdyby dało się wyczuć jakąś ironię. Jak dla mnie to było całkiem serio.
Żeby nie było, że tylko narzekam. Dawno nie widziałem tak fantastycznych scen erotycznych. Jak to ktoś powiedział: "Czuć kobiecą dłoń" (oczywiście w pracy reżysera). Przyklasnę. Faceci jednak są trochę toporniejsi w tej materii. Albo maksymalna pruderia albo już kompletny pornol. (coś ktoś mówił o "Antychryście"? nie? musiałem się przesłyszeć)
Na plus - Żebrowski, sceny walk, zdjęcia w górskich plenerach, folklor, no i wspomniana juz erotyka. Może jeszcze dobrze zdubbingowany Janosik.
Na minus - to co wszystko opisałem wyżej, plus pokraczne epizody Mariana Dziędziela (co to za peruka?) i Krzysztofa Stroińskiego. Przecież to są świetni aktorzy, jak można obsadzać ich w takich śmiechowych rolach? Z drugiej strony, dlaczego oni się zgodzili? Będą się pewnie tłumaczyć, że wycięli większość ich scen. A tak najpewniej to się wcale nie będą tłumaczyć, bo nikt ich o to nie spyta.
Poza tym minusik za potworną spinkę ze strony twórców. Złotych Lwów nie będzie, no może Telekamera. A pilot nowego amerykańskiego serialu o Nowym Orleanie to jeszcze nie podróż na Marsa.
Ale, na koniec mam kilka ciepłych słów.
Super, że jednak udało się skończyć ten film i w sumie wyszedł na poziomie, mimo przejść z producentami. Już się bałem, że będzie to kolejna spartolona produkcja, która zapowiadała się na coś fajnego. A jednak nie. Bo koniec końców to jest przyzwoity film. Poza tym strasznie fajnie, że coraz więcej kobiet robi u nas filmy. Świeży powiew powietrza w tym śmierdzącym męskim potem polskim kinie (choć najciekawsze tegoroczne debiuty zrobili faceci, to wybaczcie ale recenzję pisałem przed festiwalem w Gdyni i tak to wtedy wyglądało).
3.1 / 6